Etna zaskoczyła, trzymała nas w napięciu do końca! Udało się zdobyć wulkan na dwa dni przed powrotem do domu. Była możliwość wcześniejszego wejścia na poziom 2000 m, ale będąc już tak blisko, chciałyśmy dotrzeć najwyżej, jak się da.
Początek 1900 m n.p.m.
Pierwszy etap wyprawy to dojazd na parking obok schroniska Rifugio Sapienza na południowej stronie wulkanu. Droga wiła się serpentynami, a każdy kolejny zakręt odsłaniał coraz bardziej surrealistyczne widoki, podsycając naszą ekscytację. Prawdziwa magia zaczęła się jednak po dotarciu do dolnej stacji i wyjściu z autokaru. Zanim ruszyłyśmy dalej, zaliczyłyśmy bazę: rzuciłyśmy okiem na sklepiki z pamiątkami i bary, założyłyśmy cieplejsze ubrania i kupiłyśmy bilety na kolejkę linową Funivia dell'Etna.
Kolejka linowa 1900 – 2500 m n.p.m.
Z okien wagonika, który odbił od stacji, rozciągała się niesamowita panorama na zostające w tyle Kratery Silvestri.
Kępki dzielnych roślin. Fascynujące jak natura radzi sobie na tych wygasłych kraterach.
Auta terenowe 4x4 2500 – 2800/2900 m n.p.m.
Wsiadłyśmy do dużego auta terenowego 4x4. Jazda tym samochodem po stromych i wyboistych drogach to była czysta adrenalina! Huśtało nieźle! Pojazd bez trudu wgryzał się w sypki, czarny pył, a my z każdym metrem zostawiałyśmy cywilizację daleko w tyle. Kosmos!
Na miejscu czekał na nas wulkanolog, który ze względu na wielojęzyczną grupę opowiadał o wszystkim po angielsku. Ruszyłyśmy w trasę i od razu zaczęło się ostre, bardzo strome podejście. Zmęczenie błyskawicznie dało mi w kość. Jak zresztą zobaczycie na kolejnych zdjęciach, moja sylwetka wysyłała jasny komunikat: "nie biegam, kondycji brak"! Wspinaczka po sypkim podłożu wulkanu to była prawdziwa szkoła przetrwania. Podczas gdy inni z zimna dosuwali zamki w bluzach pod samą szyję, mi z tego wszystkiego było wręcz gorąco.
Szkoda, że zdjęcia nie oddają tej gigantycznej przestrzeni. Te małe kropeczki po prawej stronie to grupa ludzi, a potężna, ciemna plama ciągnąca się po zboczu to ślad po zastygłej lawie.
Gdy w końcu stanęłam na górze, widok dosłownie odebrał mi resztki tchu. Krajobraz był po prostu cudny i absolutnie nieziemski! Niestety, zdjęcia nie oddają tej magii, poziomów wysokości i ogromnej przestrzeni, ale te widoki i tak zostaną w mojej pamięci na zawsze.
Zasłużony odpoczynek. Zejść ze stromego zbocza i nie stracić kontroli nad prędkością. Oj, dawno tak nie walczyłam z grawitacją 😂.
Trekking szczytowy 2900 - ok. 3000/3300 m n.p.m.
My wracamy, ale są tacy, którzy marzą o spojrzeniu w głąb głównych kraterów Etny. Po opuszczeniu autobusu terenowego na wysokości 2900 m n.p.m. czeka ich stromy, dwugodzinny trekking na poziom około 3300 m n.p.m., odbywający się wyłącznie w towarzystwie licencjonowanego przewodnika wulkanologicznego. Cała wyprawa w obie strony zajmuje około 4-5 godzin, a jej realizacja zależy od porannych komunikatów o aktywności sejsmicznej wulkanu, emisji gazów oraz warunków pogodowych panujących na szczycie. Ze względu na niskie temperatury, silny wiatr i sypkie podłoże wulkaniczne, ze względów bezpieczeństwa niezbędne są wysokie buty za kostkę, ciepła odzież oraz kask ochronny. Sam trekking polecany jest osobom o dobrej kondycji fizycznej, bez problemów zdrowotnych i powyżej 12. roku życia.
| Zastygła lawa. |
Gdy zjeżdżałyśmy autokarem w dół, takie chmury zaczęły się wokół nas unosić. Pogoda na Etnie rządzi się swoimi prawami. Między 11:30 a 14:00 wokół szczytu regularnie gromadzą się gęste mgły. To efekt zderzenia ciepłego morskiego powietrza z zimnym zboczem wulkanu. Dlatego na wyprawę najlepiej ruszyć rano, między 08:00 a 10:30, gdy widoczność jest jeszcze dobra i można podziwiać panoramę miasteczek leżących u stóp wulkanu i wybrzeże. Trafienie na tzw. morze chmur to jednak genialny spektakl. Stoicie wtedy w pełnym słońcu, a pod stopami rozciąga się puszysty, biały dywan, z którego niczym wyspy wyłaniają się tylko wulkaniczne kratery.
Misja Etna oficjalnie zaliczona!
Główny post ⇨ Sycylia

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz