czwartek, 20 listopada 2014

Siostry

" Bo mieć dzieci ... 
... to największa przygoda "

Różnica 11 lat i 8 miesięcy. Każda z innego pokolenia, dwie jedynaczki.  Ktoś kiedyś zapytał "Czemu aż tyle, 11 lat różnycy?! Wpadka? Czy są ze sobą związane?" Są związane, w końcu jesteśmy rodziną i nie wpadka, ale wyczekane, wymodlone ... 💖💗

sobota, 20 września 2014

"Ratowałam od zagłady"

Jak powinno wyglądać życie 17-letniej dziewczyny? No właśnie ... powinno być beztroskie, kiedyś miałam ten wiek, teraz mam córkę prawie w tym wieku ...

Przeczytałam wspomnienia wojenne Irene Gut Opdyke "Ratowałam od zagłady" opracowane przez Jennifer Armstrong. Gdy wybuchła II wojna światowa Irena Gótówna miała 17 lat, mieszkała z rodzicami i siostrami w Radomiu, chodziła do szkoły, chciała być pielęgniarką. Jak większość nastolatek nie interesowała się polityką. Wojna ją zaskoczyła gdy szła ulicą do szkoły. W ciągu dwóch najbliższych lat przeżyła piekło! Została brutalnie pobita, zgwałcona i porzucona w jakimś polu przez grupę żołnierzy Armii Czerwonej. W szpitalu polowym, gdzie przywrócono ją do zdrowia była zmuszona do ciężkiej pracy, uciekła. Złapana przez rosyjski patrol, zostaje posądzona o szpiegostwo, jest przesłuchiwana i głodzona. Kiedy udaje jej się wyrwać, wraca w rodzinne strony. Na krótko spotyka się z rodziną. Zostaje zatrzymana przez Niemców w łapance i trafia do fabryki amunicji. Dzięki temu, że miała niemiecko brzmiące nazwisko i znała język trafia do willi zamieszkałej przez Niemców, jako pomoc domowa. Za murami willi znajduje się żydowskie getto. Pewnego dnia zobaczyła jak SS-man podrzuca niemowlę i strzela do niego w powietrzu - ten obraz pozostanie w pamięci Ireny do końca jej życia. Przez okno codziennie widzi dramat tych ludzi. Nie zastanawia się "czy powinna ich ratować?" - zadaje sobie pytanie "jak to zrobić?" Irenie udało się ocalić 12 obcych jej ludzi, ukryła ich najpierw w pralni, potem część przewiozła do lasu, a część osób umieściła w domu, w piwnicy majora Rugmera - oficera SS, jaką cenę za to zapłaciła? - przeczytacie sami.
Pod koniec wojny trafiła do partyzantki, zakochała się ... stop ! Czytajcie, aby poznać dalsze losy Ireny, żeby poczuć emocje bohaterki, poczuć czas w którym przyszło jej żyć.
Pani Irena została odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Polskę po raz pierwszy odwiedziła w 1984r., po wojnie musiała uciekać, za przynależność do partyzantki. Była wrogiem, groziło jej więzienie, przyjaciele pomogli jej w ucieczce. Wreszcie, po tylu latach spotkała się z kochanymi siostrami. 

Odłożyłam książkę i zastanowiłam się czy będąc w położeniu bohaterki robiłabym podobnie? Co to właściwie znaczy ocalić kogoś?
To ŚWIADOMA ODPOWIEDZIALNOŚĆ za życie drugiej osoby, to nie tylko kogoś ukryć, ale karmić, wyrzucać śmieci i odchody, dbać o higienę, dodać otuchy, odziać w chłodzie, leczyć w chorobie  ...  i robić to wszystko tak dyskretnie, aby nie było najmniejszego śladu istnienia tej osoby ...  Ta młoda, odważna dziewczyna ocaliła 12 istnień!
I odpowiadam sobie: NIE WIEM jak bym postąpiła, boję się odpowiedzi. 

Dobrze, że dane jest nam żyć w innym czasie.

wtorek, 9 września 2014

Nasza okolica

Jest niedziela, jedyna stacja paliw w okolicy zamknięta z powodu wymiany zbiorników, a miałam już ułożony plan na wycieczkę po Jurze. Szkoda, że w sobotę nie zatankowałam, no cóż: "kto nie ma  w głowie ten ma w nogach" - zostaje nam dreptanie po naszej okolicy, w końcu to też Jura.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Bielsko - Biała w półtorej godziny

W niedzielne popołudnie wybraliśmy się do Bielska B. na koncert Śląskiej Orkiestry Młodzieżowej, w której gra córka. W planach mieliśmy zamiar spędzić nieco więcej czasu, pochodzić trochę po mieście, ale ze względu na deszczową pogodę wyjechaliśmy z domu później. Na miejscu okazało się, że jest całkiem fajnie, chłodno ale słonecznie.
Miasto położone jest na Pogórzu Śląskim, u podnóży Beskidów. Jest to obszar o bardzo urozmaiconej rzeźbie terenu, będąc w okolicach Rynku widzieliśmy wypiętrzone pobliskie wzgórza. 
Początkowo były to dwie miejscowości: Bielsko i Biała, proces „zrastania” obu miast był zakończony przyjęciem wspólnej nazwy w 1951 roku. 




 Dawniej żyli tu obok siebie ludzie różnych narodowości: Niemcy, Polacy i Żydzi, znaleźć można było Morawian, Czechów, Węgrów, a nawet Włochów. Wszystkie te nacje wniosły elementy swojej kultury, czerpano wzorce zwłaszcza ze stolicy Austro-Węgier - Wiednia. Bielsko nie poniosło znacznego uszczerbku podczas II wojny światowej, więc możemy nacieszyć oczy obecną architekturą i pewnym specyficznym klimatem. Chlubą miasta są pięknie odrestaurowane, zabytkowe kamienice i budynki, m.in.: budynek Poczty Polskiej  (zdj. obok), wzorowany na teatrach Wiednia i Budapesztu - budynek Teatru Polskiego z secesyjnym wnętrzem, Kamienica Kałuży, Hotel Prezydent oraz wiele innych, które możemy podziwiać podczas spaceru wzdłuż ustronnych uliczek miasta. 

Stare, wąskie, strome i kręte uliczki między kamienicmi i te wiszące na nich latarenki, czyż nie jest pięknie? 

W mieście znajdują się aż 4 rynki: Rynek, plac Wojska Polskiego, plac Wolności oraz plac Bolesława Chrobrego.  Z wieży bielskiego ratusza codziennie co trzy godziny rozbrzmiewa hejnał Bielska-Białej. Mile mnie zaskoczyły fontanny - miasto ma ich dużo. Nie byliśmy i bardzo żałuję przy posążku Reksia, przy którym też jest fontanna. Nocą te obiekty są pięknie oświetlone - warto to zobaczyć! Wpadliśmy przy Starym Rynku do "Oskara" na lody, najstarszej chyba knajpki w mieście - z autentycznymi antykami - taki klimat retro, bardzo przytulne wnętrze  ...
 
  Fontanna na Placu Bolesława Chrobrego (zwanym też Pigalem) - rzeźby trzech chłopców, w tle Zamek Sułkowskich.

Fontanna "diabełek" u stóp Zamku Sułkowskich, ponoć było tu kiedyś wyjście z jednego z licznych schronów bielskich. Wyjście zamurowano i postawiono fontannę.
Fontanna przed Teatrem Wielkim

 Zegar na Katedrze św. Mikołaja                                           Fontanna Neptuna

   
                                            mąż ...